| WIG | 37255.68 | +0,07% |
| WIG20 | 2060.99 | +0,19% |
| mWIG40 | 2267.37 | -0,19% |
| sWIG80 | 9196.00 | +0,15% |

Czy wreszcie Amerykanie przeprosili się z funduszami akcji inwestującymi na rodzimym rynku? Nic z tych rzeczy. Tylko w okresie 3-10 listopada bilans wpłat i umorzeń spadł po poziomu poniżej miliarda dolarów (na minusie) i wyniósł - 660 mln USD. Dzięki dodatnim przepływom w kategorii funduszy akcji inwestujących na rynkach zagranicznych (+ 2,3 mld), funduszy mieszanych (+ 1,146 mld) oraz funduszy obligacji (+3,964) nadwyżka wpłat nad umorzeniami we wszystkich kategoriach funduszy powierniczych (z wyłączeniem funduszy pieniężnych) wyniosła aż 6,75 mld i odpowiadała temu co obserwujemy od wielu miesięcy.
Przypomniałem sobie jak dwa lata temu „miotał się” Warren Buffet. We wrześniu 2008 z „dumą oznajmił światu”, że dokonał poważnych zakupów na rynku akcji i na rynkach surowcowych (między innymi akcji irlandzkich banków oraz długich pozycji na ropę naftową) przekonując, że ceny są wyjątkowo atrakcyjne (akcji) a perspektywy rynku surowcowego nadal optymistyczne. Jak wszyscy pamiętamy to był okres wielkiej paniki związanej z upadkiem banku Lehman Brothers. Buffet zapewne chciał być bardzo konsekwentny w swoich poglądach i decyzjach inwestycyjnych; myślę, że wprowadzał w życie jedną ze swoich znanych zasad: Bądź ostrożny gdy inni są chciwi, bądź chciwy gdy wszyscy inni panikują.
W ostatnim czasie, gdy rozgorzała publiczna dyskusja o funduszach emerytalnych, dość często jestem zmuszony tłumaczyć jak działa I i II filar: wyjaśniać jakie są między nimi różnice, który z filarów jest lepszy, od czego będzie zależała wysokość otrzymywanego świadczenia.
Podczas ostatniego mojego przeglądu napływu środków do funduszy powierniczych na rynku amerykańskim - z połowy października, wydawało się, że wreszcie jest szansa na to, że napływ nowych środków do funduszy akcji inwestujących na rodzimym rynku będzie wyższy niż odpływ. Statystyki przeglądam już od połowy bieżącego roku i przez cały ten czas – tydzień po tygodniu, ujemne saldo wynosiło co najmniej 2-3 miliardy, a wcale nierzadko przekraczało 5 mld USD. I wreszcie w tygodniu kończącym się 13 października spadło do „zaledwie” 600 milionów USD – oczywiście na minusie. Oczekiwałem dodatniego salda.
Jak co roku, na jesieni przypominam o tym zupełnie zapomnianym produkcie. I nie lubianym przez zdecydowaną większość instytucji finansowych – dlatego właśnie zapomnianym. Z moich obserwacji rynku wynika, że na palcach jednej ręki można policzyć instytucje, które aktywnie promują ten wyjątkowo atrakcyjny produkt – dla nas, dla oszczędzających. Zaledwie kilka na ponad 100 instytucji, które mają lub mogą oferować Indywidualne Konta Emerytalne! To produkt trudny w sprzedaży, trudny w administracji i obciążony sporymi wymogami nałożonymi przez różne agendy rządowe. Dlatego tak nielubiany przez podmioty zarządzające.