| WIG | 41669.41 | -0,95% |
| WIG20 | 2328.36 | -1,01% |
| mWIG40 | 2451.92 | -0,60% |
| sWIG80 | 10420.66 | -1,04% |

Nie mam co do tego żadnej wątpliwości. Czy aby tak się stało konieczne jest podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat? Nie. Obowiązujący system, nazywany systemem o zdefiniowanej składce, miał nas skutecznie zachęcać a nie zmuszać do dłuższej pracy. Chociaż minęło już 12 lat od rewolucji w naszym systemie emerytalnym, to wciąż wypłacane dzisiaj świadczenia „pochodzą” w większym stopniu ze starego systemu i dlatego nie widzimy jeszcze tych zachęt.
Sam premier potwierdza. Tłumaczył w dniu rozpoczęcia konsultacji społecznych, że każdy dodatkowy rok pracy, za 20-30 lat, zacznie podnosić naszą emeryturę o około 10%. Czy jest w tych wyliczeniach wiarygodny? Gdy czytam komentarze internautów to większość z nas premierowi nie wierzy. Dlaczego? Czy tylko z naszego narodowego malkontenctwa? Chyba nie. Rząd w swojej propozycji jest niewiarygodny z zupełnie innego powodu. Rodzi się bowiem nasza naturalna wątpliwość – Skoro w przyszłości emerytury mają być tak niskie w stosunku do ostatnich zarobków (na poziomie 30%), a każdy rok pracy ma dawać mi 10-cioprocentową premię, to dlaczego premier chce mnie zmusić do dłuższej pracy? Przyznam, że nie wiem. Jest to dla mnie tym bardziej niezrozumiałe, że Donald Tusk wielokrotnie w przeszłości podkreślał, iż wierzy w mądrość Polek i Polaków! Dlaczego więc teraz tej wiary mu zabrakło?
Ale czy te symulacje są wiarygodne? Tak. Bo pracując dłużej zwiększymy kapitał brany pod uwagę przy wyliczaniu emerytury a także ulegnie obniżeniu dalsze średnie trwanie życia. W efekcie, wyższa zgromadzona kwota zostanie podzielona przez mniejszą liczbę miesięcznych wypłat powodując tak wysoki wzrost świadczenia emerytalnego.
Będziemy pracować dłużej nie tylko z powodu wysokiej premii za każdy dodatkowy rok pracy. Będziemy chcieli odłożyć moment przejścia na emeryturę przede wszystkim ze strachu przed drastycznym spadkiem poziomu życia. Wyobraźmy sobie, że otrzymujemy 6 tysięcy złotych na rękę jako wynagrodzenie, ukończyliśmy 65 lat a kapitał zgromadzony na koncie w I i II filarze zapewni mi dożywotnią emeryturę w wysokości 1800 zł. Przy takiej różnicy, przejście na emeryturę będzie szokiem finansowym. Czy zdecyduję się na taki krok? Tylko w jednym przypadku – gdy względy zdrowotne nie pozwolą mi na dłuższą pracę, lub gdy pracodawca będzie chciał się mnie pozbyć.
No, ale przecież za 20-30 lat ma być w Polsce o 5 milionów mniej osób w wieku produkcyjnym.
Czy w związku z tym przymus dłuższej pracy jest potrzebny? Po co więc ten bój, walka z wiatrakami?
Maciej Rogala
Kryzys zadłużeniowy sporej liczby europejskich państw wymaga przemodelowania tradycyjnego podejścia do kwestii ryzyka inwestycyjnego. Jeszcze do niedawna nikt nie kwestionował fundamentalnego założenia, że obligacje skarbowe państw wysoko rozwiniętych są obarczone bardzo niskim ryzykiem inwestycyjnym. Uznawano, że takie kraje jak Włochy, Hiszpania, Irlandia, Portugalia i wiele innych, są wiarygodnymi dłużnikami. Agencje ratingowe nadawały im wszystkim najwyższe oceny, co dodatkowo wzmacniało iluzję bezpieczeństwa. I dlatego wszyscy pożyczali im pieniądze na bardzo niski procent.
Taki był wzrost indeksu największych spółek notowanych na GPW (indeksu WIG 20) w styczniu bieżącego roku. Banki prześcigają się w oferowaniu coraz wyższego oprocentowania – poziomem dopisywanych odsetek w skali roku. Bardziej wiarygodne, czytaj: te największe takie jak PKO BP i Pekao SA, każą nam słono płacić za swoją wyższą wiarygodność pożyczając od nas pieniądz na niższy procent w porównaniu do innych banków.
Trzy czwarte komentarzy opisujących nowych produkt jest niezwykle krytycznych: Nie opłaca się. Nie warto. Z IKZE nie będzie emerytury. I tak dalej. Przede wszystkim krytykowana jest koncepcja odroczenia podatku PIT: z momentu wpłaty na okres wypłat. Narzeka się, że to żadna ulga, że lepiej jest zapłacić podatek na początku, bo w przyszłości podatki mogą wzrosnąć (niektórzy nawet twierdzą, że na pewno wzrosną!). Dodatkowo podkreśla się to, że będziemy musieli płacić podatek na emeryturze – gdy nasze dochody będą niskie, gdy tych pieniędzy będziemy potrzebowali o wiele bardziej niż teraz.
Dlaczego analitycy giełdowi prognozują przyszłe wyceny rynków giełdowych? Z bardzo prozaicznego powodu: bo to część wykonywanej przez nich pracy. Inwestorzy nie chcą mieć pełnej świadomości ponoszonego ryzyka inwestowania na rynku akcji. To wynika z naszych podświadomych potrzeb. W związku z tym poszukujemy iluzji, przekonania, że to ryzyko jest niższe od rzeczywistego. A jedną z takich iluzji jest prognoza uznanego autorytetu.
W Stanach Zjednoczonych na przełomie roku obserwowaliśmy stały odpływ środków z funduszy powierniczych, już tradycyjnie, największy z funduszy akcji amerykańskich – podaje Investment Company Institute otrzymujący dane z funduszy stanowiących 95% tamtejszego rynku.
Co trzeba zrobić aby mieć wyższą emeryturę? Dodatkowo oszczędzać. To oczywiste. Liczy się nie tylko sama decyzja o założeniu planu emerytalnego ale także, a może przede wszystkim, zachowanie przez nas konsekwencji – przez kilkadziesiąt lat. A z tym bywa różnie.
Koniec roku skłania do podsumowań, refleksji, wspomnień. Wspominam właśnie okres lat 2007-2009. W tamtym czasie miałem najwięcej szkoleń dla sprzedawców produktów inwestycyjnych; w czasie hossy firmy nie odczuwają potrzeby szkoleń pracowników obsługujących klientów; produkty finansowe, fundusze inwestycyjne przecież „same się sprzedają”. Później widzimy jakie są skutki tego „samego sprzedawania się”. Dopiero na bessie poszukuje się wsparcia szkoleniowego.
Kto traci na giełdzie? Najwięcej osoby, które deklarują, że nigdy nie zainwestują swoich oszczędności na giełdzie i … które zmieniają swoje postanowienie, gdy na rynku zapanuje euforia. Ale nie tylko. Są też inwestorzy będący dużo bliżej rynku akcji. W przeszłości osiągnęli jakiś sukces na giełdzie. Poznali smak zwycięstwa, czasami także porażki. Osiągane wyniki były bardziej dziełem przypadku niż przemyślanych decyzji inwestycyjnych. Oni także są niewolnikami zgubnych emocji, które z czasem doprowadzają do fatalnych decyzji inwestycyjnych.
Kraje Eurolandu pogrążają się powoli w recesji, a Polska wciąż notuje bardzo wysokie tempo rozwoju gospodarczego, które w III kwartale tego roku wyniosło aż 4,2%. Co jest tego przyczyną i jakie są szanse na utrzymanie tak wysokiego wzrostu?
Czy zachęcano nas do oszczędzania na dodatkową emeryturę? Dotychczas niezbyt skutecznie, co najlepiej widać po liczbie indywidualnych kont emerytalnych - nieco ponad 800 tysięcy po 7 latach funkcjonowania!
Przyczyn tego stanu rzeczy jest co najmniej kilka: brak zainteresowania tym produktem ze strony instytucji finansowych, nieznajomość zasad przez potencjalnych zainteresowanych – wyobrażenie, że to plan z wymogiem systematyczności wpłat oraz z blokadą dostępu do środków aż do 60 roku życia, czy wreszcie ulga podatkowa odroczona w czasie.
Czy podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat jest konieczne w Polsce? Nie, ponieważ w naszym kraju od 1999 roku panuje system emerytalny o zdefiniowanej składce, zupełnie inny niż te jakie występują w krajach Europy Zachodniej.
2012 rok ma szansę przerwać marazm na rynku planów emerytalnych. Wchodzą w życie przepisy zmieniające formułę oszczędzania w III filarze, na taką jaka funkcjonuje niemal we wszystkich innych krajach i która okazała się bardzo skuteczną zachętą do gromadzenia dodatkowych oszczędności emerytalnych. Na czym ona polega? Na bieżącej i odczuwalnej zachęcie finansowej: odpisie wpłat wnoszonych do III filara od podstawy opodatkowania podatkiem PIT. Odpis podatkowy będzie możliwy przy oszczędzaniu w nowym produkcie jakim będą indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE).
Jak podaje dzisiejszy Puls Biznesu, należący do Warrena Buffeta holding Berkshire Hathaway kupił w ostatnim kwartale akcje o wartości 7 mld USD, wobec 3,62 mld USD w drugim kwartale oraz 834 mln USD w pierwszym. Te największe od 15 lat inwestycje przeznaczył na zakup akcji z sektora konsumpcyjnego i finansowego, ale także akcje spółek z nowych branż. Wymowny jest komentarz jego partnera w Berkshire Holding, Thomas Russo: - On coś widzi i jest to coś wielkiego.
Gdy ktoś zadaje mi pytanie: co wyróżnia Polaków na tle inwestorów z innych krajów?, to zawsze powtarzam, że jest nią iluzja bezpieczeństwa jaką wykazujemy (wykazywaliśmy?) w stosunku do inwestycji w działkę, mieszkanie; znajoma zwykła mawiać: przecież mieszkanie ma ściany, realną wartość a akcje to tylko wirtualny zapis w komputerze.
Kto posiada taką kwotę? Największa firma świata – Apple, która podobno rozczarowała inwestorów wynikami za ostatni kwartał osiągając przychody na poziomie 28,27 mld (analitycy szacowali, że będą wyższe – 29,7 mld). Przyczyn nieco słabszych wyników od prognoz upatruje się w tym, że premiera nowego IPhone-a została przesunięta na jesień i wielu klientów po prostu wstrzymało się z decyzjami zakupowymi. To przypuszczenie potwierdza wynik sprzedaży iPhonea 4S w ciągu premierowego weekendu: 4 mln sztuk.
Po panicznym tygodniu kończącym się 10 sierpnia bieżącego roku (przypomnę, że z funduszy akcji amerykańskich wycofano 23 miliardy 493 miliony dolarów, z funduszy akcji globalnych 6,511 miliarda a ze wszystkich kategorii funduszy powierniczych ponad 40 miliardów) w kolejnych tygodniach sierpnia sytuacja się unormowała.
Od co najmniej dwóch miesięcy coraz więcej ekonomistów a nawet polityków wskazuje na nieuchronność bankructwa Grecji. W ostatnich dniach ta nieuchronność wydaje się „nieuchronna” naprawdę.
Niemal każda osoba, która omija giełdę szerokim łukiem powtarza, że giełda to kasyno, to domena spekulantów i hazardzistów. Czy tak jest w istocie? Oczywiście to daleko idące uproszczenie.
Jednak z drugiej strony, gdybyśmy chcieli pozostać przy tej analogii, to można powiedzieć, że czasami rynek akcji, inwestowanie na nim, przypomina super-kasyno z niewspółmiernie dużymi szansami na wygraną i to o wiele wyższą od kwoty jaką stawiamy na stole.
Gdy wspominam „stare dobre czasy” – sprzed upadku banku Lehman Brothers – to inwestowanie oszczędności było wówczas dziecinnie łatwe. Oczywiście w rzeczywistości nigdy takim nie było: takim „wydaje się, że było” - w porównaniu do dzisiejszej sytuacji.
Konieczność oszczędzania na emeryturę odczuwamy zazwyczaj zbyt późno – po ukończeniu 40 roku życia. To wówczas, szczególnie gdy posiadamy liczną rodzinę, dzieci, zaczynamy marzyć o spokojnej starości.
Wszyscy dowiedzieliśmy się, że Warren Buffett kupował akcje 8 sierpnia br. Chciał się pochwalić? A może zapobiec dalszym spadkom, dając do zrozumienia: Zobaczcie, ja GURU z OMAHA kupowałem akcje, a więc wy także powinniście? Zapewne to drugie.
Mniej więcej co dwa miesiące spoglądam na dane Investment Company Institute dotyczące napływu środków do funduszy powierniczych w Stanach Zjednoczonych i dzielę się nimi z czytelnikami bloga. Jednak tym razem zrobiłem wyjątek i przyspieszyłem kolejny wpis, ponieważ doszło do wyraźnego przesilenia. W jakim kierunku?
Powiało grozą. Gdy czytam nagłówki komentarzy to aż strach się bać: „Panika na bliskowschodnich giełdach w reakcji na cięcie ratingu USA.” „Ameryka już nie jest idealna. Świat wstrzymał oddech.” „DNA Rynków: A jednak koniec świata?”
Przeglądając ostatnie dane publikowane przez Investment Company Institute, obrazujące saldo nabyć i umorzeń w funduszach powierniczych w Stanach Zjednoczonych, można je streścić jako dramatyczne – jeśli chodzi o fundusze inwestujące w akcje amerykańskich korporacji.
Co można powiedzieć o bieżącej sytuacji rynkowej? Panuje wyjątkowa niepewność, rozdwojenie prognoz. Kilka dni temu na jednym z portali finansowych znalazłem dwa artykuły przedstawiające dwie różne prognozy, o wymownych tytułach: 10 powodów dla których hossa będzie trwała oraz 7 powodów rychłego załamania kursów giełdowych.
Wiele lat temu podziwiałem państwa Europy Zachodniej. Wszystko było takie wygodne i nowoczesne: miasta, służba zdrowia, autostrady, opieka socjalna. Najgorsze prace wykonywali gastarbeiterzy – do których ja się zaliczałem. Oni też nie narzekali, że wykonują robotę jakiej nigdy żaden Niemiec, Austriak by nie dotknął. Ja nie narzekałem, bo 25 lat temu zarobiłem w miesiąc wakacji tyle pieniędzy, co mój ojciec jako radca prawny w 12 miesięcy.
Wprowadzony podatek Belki – podatek od zysków kapitałowych w wysokości 19% - można będzie omijać w formie depozytu bankowego tylko do końca bieżącego roku. Od 1 stycznia 2012 wchodzą bowiem w życie nowe przepisy, które uniemożliwią omijanie konieczności poboru podatku od lokat z jednodniową kapitalizacją odsetek. Nareszcie.
Rządowy bój o ograniczenie składki do OFE z 7,3% do 2,3% ujawnił bolesną prawdę o nowym systemie emerytalnym: wysokość przyszłych świadczeń ma wynieść maksymalnie 35% ostatnich zarobków. Dla wielu osób ta informacja była szokiem. I nadal takim szokiem pozostaje.
Grecki(a) pat(ologia)
Czy Grecja może zbankrutować? Gdy na to pytanie odpowiada niezależny ekonomista, najczęściej usłyszymy: Grecja już upadła. I od razu wyjaśni dlaczego: Tak wysoki dług – ponad 300 mld Euro - przy tak małym kraju, jest po prostu niemożliwy do spłacenia. Z drugiej strony, gdy to pytanie zadamy politykom, każdy z nich, bez cienia wątpliwości, udzieli nam zupełnie innej odpowiedzi: To niemożliwe. Grecja musi zostać uratowana i Europa ją uratuje.
Investment Company Institute opublikował dane dotyczące rynku funduszy powierniczych w Stanach Zjednoczonych, według stanu na koniec grudnia 2010 roku. Amerykanie w funduszach powierniczych (odpowiedniku naszych funduszy inwestycyjnych otwartych) trzymają aż 11,8 biliona dolarów. Biorąc pod uwagę aktywa funduszy powierniczych na całym świecie (24,7 biliona), można uznać, że USA pozostają prawdziwą potęgą - obejmującą prawie 50% globalnego rynku.
25 maja br. Rzeczpospolita zorganizowała konferencję dotyczącą III filara. Uczestniczyli tzw. eksperci i praktycy. Obu dzieliła przepaść. Dyżurnym ekspertem jest prof. Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej. Uczestniczy we wszystkich panelach, debatach. Niestety. Dlaczego? Bo nie zmienia zdania. Chyba dlatego, że nie może – przyznać się do błędu. Jest przeciwny wszelkim ulgom stymulującym dodatkowe oszczędzanie, nawet teraz - po 12 latach od wprowadzenia systemu, który uratował budżet ale zrujnował nasze przyszłe emerytury.
Dwa lata temu, na łamach tego blogu wyraziłem nadzieję, że kryzys przyniesie pozytywne skutki: opamiętanie, mniejszą konsumpcję, oszczędzanie i rozważne planowanie wydatków. Nie ma lepszego nauczyciela jak doświadczenie czegoś na własnej skórze. Niestety najszybciej uczymy się wówczas gdy spotykają nas rzeczy przykre, bolesne. Wówczas na długo pozostaje w naszej pamięci dane doświadczenie - podświadomy lęk przed jego powtórzeniem.
W ostatnich dniach "Rzeczpospolita" (wydanie z 7 maja br.) omawiała wyniki raportu „Obserwator” banku Cetelem, z którego wynika, że Polacy wolne środki wolą przeznaczyć na konsumpcję niż na oszczędności. Aż 72 proc. Polaków zamierza wydać swoje pieniądze na konsumpcję, czyli głównie na samochody, nieruchomości i rozrywkę (przed rokiem 68 proc.). To dwa razy więcej niż Włosi, Hiszpanie czy Francuzi. Natomiast oszczędzać planuje jedynie 29 proc. badanych (przed rokiem 34 proc.). Najwięcej, bo 58 proc. Polaków planuje wydatki na turystykę i rozrywki (47 proc. rok temu). 28 proc. badanych, o 8 proc. więcej niż przed rokiem, zamierza kupić samochód.
Ostatnie dane o napływie środków do funduszy inwestycyjnych nie pozostawiają złudzeń. Jak czytamy w raporcie Analiz OnLine podsumowującym pierwszy kwartał 2011 roku: „na rynku funduszy inwestycyjnych pojawił sie lekki marazm. Podczas gdy w poprzednich kwartałach 2010 roku sprzedaż netto funduszy przekraczała średnio 2,3 mld zł, tym razem wyniosła zaledwie 700 mln zł. Złożyło sie na to zarówno ujemne saldo wpłat i wypłat w styczniu oraz słaba sprzedaż w kolejnych miesiącach”.
Po dłuższej przerwie powróciłem do publikacji Investment Company Institute o zachowaniach amerykańskich uczestników funduszy inwestycyjnych. Gdy dwa miesiące temu zamieszczałem ostatni wpis Amerykanie właśnie przepraszali się z funduszami akcji – po raz pierwszy pojawiły się nadwyżki wpłat do funduszy akcji rodzimego rynku (przez cały 2010 trwał nieprzerwany odpływ środków).
Ośrodek GlobeScan przeprowadził w 25 krajach badanie opinii obywateli o systemie wolnorynkowym. Zapytano o opinię między innymi Amerykanów, Chińczyków, Brazylijczyków i Hindusów.
W marcu ukazało się opracowanie Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami pt. „Rynek funduszy inwestycyjnych w Polsce w 2010 roku”. Możemy w nim przeczytać, że był to bardzo udany rok dla funduszy inwestycyjnych, że: ”Wartość aktywów netto zarządzanych przez fundusze zwiększyła się o 22,80 mld zł (24,4%), co było rezultatem o 3,3 mld zł lepszym od roku 2009. Najlepszymi miesiącami dla rynku funduszy były marzec, lipiec, wrzesień i grudzień, czyli miesiące, w których panowała korzystna koniunktura na warszawskim parkiecie oraz na giełdach zagranicznych. Jedynie w dwóch miesiącach – maju i czerwcu – mieliśmy do czynienia z niewielkimi spadkami wartości środków finansowych zarządzanych przez fundusze inwestycyjne. Wzrost wartości aktywów netto o 22,8 mld zł to najlepszy wynik rynku funduszy inwestycyjnych w Polsce od 2007 r”.
Premier Tusk pomylił się twierdząc, że daje ulgę w podatkową w nowym produkcie jakim mają być Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE). Odpis 4% dochodu od podstawy opodatkowania i opodatkowanie wypłaty – świadczenia – to jedynie przesunięcie momentu płacenia podatku PIT.
Największą zmorą inwestora jest inflacja. Wysoki wzrost cen jest niekorzystny nie tylko dla rynku akcji ale także, a może przede wszystkim, dla obligacji – oferujących stałą stopę odsetek. Jeżeli w danym momencie gwałtownie pogarszają się oczekiwania dotyczące przyszłej inflacji – jej wysokiego wzrostu, wówczas inwestorzy lokujący wolne środki na rynku długu oczekują wyższej stopy odsetek – proporcjonalnej do rosnących oczekiwań inflacyjnych.
Amerykanie wycofywali środki z funduszy akcji, wycofywali … i stało się. Obserwujemy zupełną zmianę trendu. W okresie między 12 stycznia a 16 lutego br. w każdym z pięciu tygodni dane publikowane przez Investment Company Institute pokazują dużą nadwyżkę wpłat nad wypłatami z funduszy powierniczych.
W ostatnich dniach rodzimy parkiet zachowuje się dużo słabiej od pozostałych rynków. Nie chodzi nawet o porównanie do giełd w Stanach Zjednoczonych czy Europy Zachodniej, ale również do rynków wschodzących (wczoraj byliśmy najgorsi ze wszystkich giełd na świecie). Kontrastuje to z doskonałymi wynikami naszej gospodarki.
Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy?
Jak się zakończy spór o OFE? Nie wiadomo. Już wkrótce się o tym przekonamy, bo nowe przepisy mają wejść w życie 1 kwietnia bieżącego roku. Widzę jeden bardzo pozytywny aspekt toczącej się dyskusji: edukacyjny, uświadamiający, szczególnie młode pokolenie Polaków.
Czy wreszcie Amerykanie przeprosili się z funduszami akcji inwestującymi na rodzimym rynku? Nic z tych rzeczy. Tylko w okresie 3-10 listopada bilans wpłat i umorzeń spadł po poziomu poniżej miliarda dolarów (na minusie) i wyniósł - 660 mln USD. Dzięki dodatnim przepływom w kategorii funduszy akcji inwestujących na rynkach zagranicznych (+ 2,3 mld), funduszy mieszanych (+ 1,146 mld) oraz funduszy obligacji (+3,964) nadwyżka wpłat nad umorzeniami we wszystkich kategoriach funduszy powierniczych (z wyłączeniem funduszy pieniężnych) wyniosła aż 6,75 mld i odpowiadała temu co obserwujemy od wielu miesięcy.
Przypomniałem sobie jak dwa lata temu „miotał się” Warren Buffet. We wrześniu 2008 z „dumą oznajmił światu”, że dokonał poważnych zakupów na rynku akcji i na rynkach surowcowych (między innymi akcji irlandzkich banków oraz długich pozycji na ropę naftową) przekonując, że ceny są wyjątkowo atrakcyjne (akcji) a perspektywy rynku surowcowego nadal optymistyczne. Jak wszyscy pamiętamy to był okres wielkiej paniki związanej z upadkiem banku Lehman Brothers. Buffet zapewne chciał być bardzo konsekwentny w swoich poglądach i decyzjach inwestycyjnych; myślę, że wprowadzał w życie jedną ze swoich znanych zasad: Bądź ostrożny gdy inni są chciwi, bądź chciwy gdy wszyscy inni panikują.
W ostatnim czasie, gdy rozgorzała publiczna dyskusja o funduszach emerytalnych, dość często jestem zmuszony tłumaczyć jak działa I i II filar: wyjaśniać jakie są między nimi różnice, który z filarów jest lepszy, od czego będzie zależała wysokość otrzymywanego świadczenia.
Podczas ostatniego mojego przeglądu napływu środków do funduszy powierniczych na rynku amerykańskim - z połowy października, wydawało się, że wreszcie jest szansa na to, że napływ nowych środków do funduszy akcji inwestujących na rodzimym rynku będzie wyższy niż odpływ. Statystyki przeglądam już od połowy bieżącego roku i przez cały ten czas – tydzień po tygodniu, ujemne saldo wynosiło co najmniej 2-3 miliardy, a wcale nierzadko przekraczało 5 mld USD. I wreszcie w tygodniu kończącym się 13 października spadło do „zaledwie” 600 milionów USD – oczywiście na minusie. Oczekiwałem dodatniego salda.
Jak co roku, na jesieni przypominam o tym zupełnie zapomnianym produkcie. I nie lubianym przez zdecydowaną większość instytucji finansowych – dlatego właśnie zapomnianym. Z moich obserwacji rynku wynika, że na palcach jednej ręki można policzyć instytucje, które aktywnie promują ten wyjątkowo atrakcyjny produkt – dla nas, dla oszczędzających. Zaledwie kilka na ponad 100 instytucji, które mają lub mogą oferować Indywidualne Konta Emerytalne! To produkt trudny w sprzedaży, trudny w administracji i obciążony sporymi wymogami nałożonymi przez różne agendy rządowe. Dlatego tak nielubiany przez podmioty zarządzające.